A A A

Dekalog Kierowcy

Nie będziesz egoistą na drodze
Katarzyna Wiśniewska rozmawia z ks. Marianem Midurą


Powiedziałem raz w Episkopacie: Nie będziemy mieli porządnych katolików w Polsce, dopóki nie zaczną przestrzegać przepisów. Łamanie zasad ruchu drogowego to łamanie przykazań Bożych

Katarzyna Wiśniewska: Bezpieczne prowadzenie samochodu i pobożność - ktoś może powiedzieć, że jedno ma się nijak do drugiego.

Ks. Marian Midura: To właśnie było dla mnie jako duszpasterza kierowców najtrudniejsze: przekonać wierzących, czyli de facto większość Polaków, że łamanie zasad ruchu drogowego to łamanie przykazań Bożych. Wielu wydawało się, że nie sposób tego połączyć, nawet niektórzy hierarchowie na początku mnie trochę krytykowali. Słyszałem: skoro ktoś ma prawo jazdy, to powinien wiedzieć, co na drodze wolno, a czego nie. Ale jestem przekonany, że dekalog kierowcy, który w 2001 r. opracowaliśmy, pokazuje, że wiara i bezpieczeństwo na drodze to nie są dwa różne światy. Na przykład inwokacja - analogiczna do tej 10 przykazań - "Jesteś kierowcą na drodze i nie jesteś na niej sam, ponad wszystkim jest Pan Bóg Twój, więc zawsze o tym pamiętaj".

Jak ksiądz ocenia atmosferę na polskich drogach? Klimat miłości bliźniego to nie jest...

- Jednym z poważniejszych problemów na drogach jest agresja. Czasem taki gość potrafi się zatrzymać, zablokować swoim samochodem drugiego, wyjść i prawie ręcznie tłumaczyć komuś, jak to on źle jeździ. Najgorsze, że nie spojrzy sam na siebie. Źle jeździ ktoś inny, a ja jestem świetny kierowca. Czyli totalny brak samokrytycyzmu.

Nie będziesz egoistą na drodze - tak brzmi pierwsze przykazanie dekalogu kierowcy. Co to znaczy w praktyce?

- Żeby nie myśleć tylko o sobie - że tylko ja muszę dojechać, zdążyć na czas. To taki odpowiednik pierwszego przykazania - "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną": ja jedyny święty i najważniejszy na drodze. Kiedyś to było łatwiejsze, bo było o wiele mniej samochodów na drodze. Zwłaszcza jako człowiek wierzący musisz wiedzieć, że ten drugi też ma swoje życie, swoje ważne sprawy. Albo inny przejaw egoizmu: Gdy się kogoś wyprzedza, to po co on miga, trąbi. Wykupił sobie ten pas czy co?

Trąbi albo rzuca mięsem. I lądujemy przy drugim przykazaniu dekalogu kierowców: "Nie będziesz ostry w słowach, czynach i gestach wobec innych ludzi".

- Agresja to przyczynek do kolejnych wypadków. Z niej często bierze się prawdziwy bój na polskich drogach: wygra ten, kto wyprzedzi drugiego, choćby na podwójnej ciągłej.

Szaleńcy to jedno. Ale tzw. porządny kierowca też może łatwo się usprawiedliwić. Na zwykłej prostej szosie obowiązuje ograniczenie 90 km/h. Na oko prawie nikt tego nie przestrzega! A gdy ktoś jedzie w tym momencie przepisowo, to tylko irytuje innych i na 100 proc. wszyscy i tak go wyprzedzą.

- Badania policyjne mówią, że średnia prędkość w terenie zabudowanym to 76 km. O ponad 20 za dużo.
Faktycznie, nie zachowuje się tego ograniczenia - niestety, czasami też i nasze służby. Jadę sobie 90 km/h a tu pojazd służbowy mnie wyprzedza! Widać nawet z jakiej służby, ale goni jeszcze szybciej. Nie mówiąc już o dygnitarzach...
Kiedyś powiedziałem nawet w Episkopacie: nie będziemy mieli porządnych katolików w Polsce, dopóki nie zaczną przestrzegać przepisów. Przecież taki człowiek się demoralizuje. Niby jest pobożny, chodzi do kościoła w niedzielę, a w poniedziałek rano siada za kierownicę i pędzi na oślep. I ma wytłumaczenie, bo przecież szef mu kazał gdzieś dojechać o konkretnej godzinie i wrócić tego samego dnia.

Weźmy drogę z Wrocławia do Warszawy. W okolicach Wielunia przez kilkanaście kilometrów jest ciąg wsi. Ci, którzy są w miarę rozsądni, zwalniają tam do 80, ale i tak łamią przepisy. Ktoś policzył, że gdyby jechać z Wrocławia do Warszawy, rygorystycznie trzymając się przepisów, nie jechałoby się cztery i pół godziny, ale siedem! Kto ma na to czas i cierpliwość?

- Znam to obliczenie. Zwróciłem się raz z wyrzutem do pracodawców, którzy rzucają często hasło do podwładnego: pakujesz towar, jedziesz na drugi koniec Polski i szybko wracasz. Więc gna, bo jak tego nie zrobi, jest wyrzucony z pracy. Ale trzeba postawić jakąś barierę. Tylko że to musi obejmować wszystkich bez wyjątku. Ostatnio jechałem, zwalniam do 50, 60 na terenie zabudowanym, nagle mija mnie autobus - jechał setką.

Nigdy nie przekroczył ksiądz prędkości?

- Powiem szczerze, że ostatnie kilka lat było dla mnie czasem uczenia się, sprawdzania samego siebie. A co najmniej przez ostatnie dwa, trzy lata mam komfort jazdy spokojnej, nie muszę się bać, że ktoś mnie zatrzyma. Sam planuję sobie czas, wyjeżdżam na przykład godzinę wcześniej, żeby się nie spóźnić. Wprowadziłem sobie dyscyplinę, choć nie było to proste.

Jadę za trzy godziny, więc mogę wypić duże piwo, bo wtedy nie przekroczę 0,2 promila. Takie kalkulacje to też grzech? Zderzenie nauczania Kościoła z prawem? Bo np. są kraje gdzie trzeba mieć zero we krwi.

- Jedno piwo to pięknie, ale kto u nas na tym poprzestanie? Jeśli jestem na imprezie i wiem, że będę prowadził samochód, nie tykam alkoholu. Takie kalkulacje kończą się na przekalkulowaniu. Trzeba jasno postawić sprawę: jesteś kierowcą, nie dotykaj alkoholu.

Widzi ksiądz efekty akcji "Krzyś" - znaczka św. Krzysztofa zaprojektowanego przez Andrzeja Mleczkę? Człowiek, który go ma, nie pije na imprezie.

- Zdarza mi się spotykać ludzi, którzy mówią: nie piję, jestem Krzysiem. Nawet księża, którzy też - powiedzmy sobie szczerze - często tego nie przestrzegali. Są na imprezie, dajmy na to w komendzie policji, z burmistrzem - w końcu po koniaczku muszą sobie wypić... I patrzą na mnie z ukosa, co też Marian na to powie. A ja mówię tylko, że trzeba mieć zdrowy rozsądek i nie robić głupot. Na konferencję, którą miałem dla księży w całej archidiecezji na temat "Otoczmy troską życie na naszych drogach", nawet nasz Arcybiskup wskazywał, żeby zwrócić księżom na to uwagę. Opowiadałem im wówczas o wypadku, jaki miałem w 2000 r. Obwoziłem Prymasa Indii po Polsce. Byliśmy w Krakowie na uroczystej kolacji. Zamierzaliśmy wyjechać stamtąd rano, więc spokojnie można było wypić po drinku. Ale powiedziałem sobie: rano czy wieczorem, jestem kierowcą, więc nie piję w ogóle. Pod Piotrkowem pijany rowerzysta wjechał nam w poprzek drogi, nie było szans. Zginął rowerzysta, zginął arcybiskup. Gdybym miał nawet promil alkoholu we krwi, byłyby zastrzeżenia, sąd.

Mówi ksiądz rzeczy niepopularne: że ani katolik, ani nawet ksiądz nie jest więc poza wszelkim podejrzeniem na drodze.

- Tak, bo uważam, że o tym trzeba mówić otwarcie. Chociaż powiem szczerze, że w wielu miejscach jeszcze jest to trudne do przyjęcia, często ludzie nie chcą o tym słuchać.

To naiwne pytanie, ale co zrobić, żebyśmy się przestali zabijać na drodze? Ostrzejsze kary, zabieranie prawa jazdy? Czy raczej stawia ksiądz na coś innego?

- Dobrych kierowców trzeba wychować i to od małego. Niestety, wychowanie komunikacyjne wypadło z wielu szkół. Druga sprawa: musi być nieuchronność kary, gdy ktoś łamie przepisy. U nas ciągle po polsku: jakoś to będzie, nieraz przestępstwa na drodze uchodzą płazem. We Francji liczba śmiertelnych wypadków spadła o 50 proc. To efekt zdecydowania władz państwowych, mandaty poszły ostro w górę. Dużo zrobił też w tej sprawie Episkopat francuski. Tamtejsi biskupi powiedzieli twardo: to skandal wołający o pomstę do nieba, żeby ludzie wierzący tak się zachowywali na drodze.

Ks. Marian Midura (ur. 1961 r.) - krajowy duszpasterz kierowców, założyciel organizacji MIVA Polska pomagającej misjonarzom w zdobywaniu środków transportu, wieloletni misjonarz w RPA

 



Dekalog kierowcy:


1. Nie będziesz egoistą na drodze!

2. Nie będziesz ostry w słowach, czynach i gestach wobec innych ludzi!

3. Pamiętaj o modlitwie i uczczeniu św. Krzysztofa, kiedy wyruszasz w drogę - umiej też podziękować!

4. Szanuj pieszych!

5. Nie zabijaj - bądź trzeźwy!

6. Zapnij pasy - będziesz bezpieczny!

7. Nie bądź brawurowy w prędkości!

8. Nie narażaj siebie i innych na niebezpieczeństwo!

9. Pomagaj potrzebującym na drodze!

10. Przestrzegaj przepisy drogowe, szanuj pracę naszej policji!

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna